30.7.14

Dresstination

Witajcie :-)

Mamy wakacje!!!
W kraju już półmetek a tu na Bawarii startujemy od dziś :-)
Co prawda w czerwcu było już dwutygodniowe ferie,
ale teraz są te prawdziwe, letnie wakacje.
Czas wyciągnąć z szafy letnie sukienki!!
Mam je aż dwie :-)



No tak, sukienkowa to ja zdecydowanie nie jestem.
Jeśli już sukienkę włożę to tylko latem i tylko wtedy,
gdy już jest naprawdę gorąco (czyt. za gorąco na jeansy).


Moje dwie sukienki są prawie w identycznym fasonie,
różnią się tylko kolorem, a właściwie wzorem,
bo ta w kwiaty przecież też jest biała :-)


Te staruszki mają już po kilka lat,
ale wcale mi to nie przeszkadza.


Za dwa tygodnie wybieramy się do PL w poszukiwaniu lata.
U nas się nie zanosi na sezon sukienkowy :-)


Spróbuję tym razem ograniczyć się do minimum przy pakowaniu walizek.
Zazwyczaj jest tak, że używam zaledwie 40% rzeczy, które spakuję.
Też tak macie?
Może uda mi się ograniczyć np do tych trzech par butów??
Chociaż i tak pewnie większość czasu przechodzę w bikersach.



Pozdrawiam Was cieplutko z mega deszczowej Bawarii (w załączeniu chmurka).
Czy to się kiedyś skończy??


XOXO

28.7.14

You Only Live Once

Witajcie :-)

Na blogerze sezon ogórkowy w pełni,
ruch znacznie mniejszy jak w opustoszałym mieście,
które to pozbawione na czas wakacyjny wszystkich uczniów, studentów i ich rodziców
widocznie spowalnia, rezygnuje z korków i codziennego pędu.
Tak, zdecydowanie wtedy w mieście jest najprzyjemniej.
Niestety nie ma to zastosowania do blogosfery :-)
No, ale nie jest tak źle, troszkę Was tu zagląda.
Merci !!!




Otworzyłam kolejny słoiczek farby tablicowej
a to oznacza, że zaczęło się nerwowe poszukiwanie rzeczy,
które można by takową farba potraktować.
Tym razem wybór padł na trochę mniejsze powierzchnie - drewniane korale :-)




Korale pierwotnie były w kolorze buraka,
cały imponująco długi sznur z czasów, kiedy to miałam na nie niewytłumaczalną fazę.
Lubiłam wtedy nosić zamaszyste poncza i wełniane kamizele,
do tego obowiązkowo ciężkie korale ....
Nie wiem, najwidoczniej musiało to być wtedy modne bo nie znajduję innego wytłumaczenia tego epizodu.




Wspomniany sznur korali dostałam ładnych parę lat temu w prezencie od mojej klasy wychowawczej.
To był bardzo trafiony prezent!
Właśnie dlatego, że był to prezent przeżyły do dnia dzisiejszego - cała reszta kolekcji została zutylizowania,
tak żeby ślad nie pozostał po dawnych stylistycznych grzeszkach ....




No....i taka mniej więcej jest geneza powstania tablicowego naszyjnika YOLO :-)
To dopiero statement necklace!!!
Człowiek chodzi sobie z tablicą uwieszoną na szyi wypisując hasła :-)
Takie rzeczy tylko by All things pretty, hi hi hi.



Miłego poniedziałku!!!!

XOXO

PS-zapomniałam dodać, że wybrałam tylko pięć największych korali i nawlokłam je na łańcuszek :-)

24.7.14

The making of a tart

Witajcie :-)

Jestem dziś z kolejną dawką letnich owoców.
Tym razem padło na czerwoną porzeczkę.
Z przyjemnością donoszę Wam również,
że mam kolejne, naprawdę ładne niemieckie słowo:
Johannisbeeren,
czyli porzeczki właśnie :-)
Prawda, że ładnie??





Kwaśne porzeczki zatopione w delikatnej, słodkiej bezie
to idealne połączenie dla letniego deseru.

Co będzie potrzebne?

Na spód z kruchego ciasta potrzebujesz:
1,5 szkl mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
0,5 szkl miękkiego masła, pokrojonego w kostkę
0,5 szkl cukru
2 żółtka


Wszystkie składniki na ciasto umieszczamy w misce i ugniatamy do momentu aż się połączą.
Formujemy kulę, owijamy folia spożywczą i wkładamy do lodówki na pół godziny.

Ja tym razem się pomyliłam i włożyłam do zamrażarki :-)
Jakże byłam zdziwiona, kiedy zamiast schłodzonego ciasta wyciągnęłam kamień :-)
Na szczęście wystarczyła minutka w mikrofali....

Formę to tarty natłuszczamy lub wykładamy papierem do pieczenia i wyściełamy ciastem,
formując brzegi.
Na dno kładziemy folię aluminiową, obciążamy fasolą i do piekarnika na ok 20 min. w temp. 180 st.



Gdy spód się piecze przystępujemy do przygotowania bezy.

Na bezę potrzebujesz:
2 białka (następnym razem dam co najmniej 3, żeby beza była większa)
0,5 szkl cukru
2 łyżeczki mąki kukurydzianej (ja dałam ziemniaczaną i też było ok)
1,5 szkl porzeczek (w przepisie było 2,5 szkl, ale to stanowczo za dużo na tak kwaśne owoce!)




Białka ubijamy na najszybszych obrotach z odrobiną soli.
Gdy mamy już sztywną pianę dodajemy cukier, chwilę ubijamy i dodajemy mąkę ziemniaczaną.
Ubijamy jeszcze przez chwilkę.
Do gotowej masy wsypujemy porzeczki i delikatnie mieszamy.
Wykładamy masę na lekko przestygnięty spód z kruchego ciasta i wkładamy do piekarnika na ok.10 min. w temp. 250 st.



Enjoy!!!
Przyjemnego, słodkiego weekendu!


PS-czy Wam też się wydaje, że porzeczki po upieczeniu w cieście stają się zdecydowanie bardziej kwaśne?? Hmmmm....
PS 2-przepis, lekko zmodyfikowany, pochodzi z tej wspaniałej strony.

XOXO

23.7.14

Born to be wild?

Witajcie :-)

Znacie to powiedzonko o jamnikach??
A właściwie o ludziach?
Otóż ludzie dzielą się na tych, którzy mieli jamnika,
mają jamnika lub będą mieć jamnika:-)




Myślę, że z powodzeniem można to powiedzonko sparafrazować i odnieść do motorów:-)
Przynajmniej tu w Niemczech.
Popularność dwukołowych pojazdów, ich wszechobecność jest po prostu nie do ogarnięcia.
Wszyscy się "wożą" :-)




Nasz nowy środek transportu prezentuje się całkiem, całkiem....
Co ja mówię? jaki środek transportu?
To jest rumak :-)




Trzeba przyznać, że pomyślano tutaj o szczegółach.
Skóra, ćwieki, chrom...
(Skóra, fura i komóra - tak to chyba brzmiało)
Nie jest to Bentley, który pokazywałam jakiś czas temu tutaj,
ale ma w sobie to "coś".




I znów czeka mnie zmiana garderoby :-)




Dziekuję Wam dyskusję pod ostatnim postem
a w szczególności tym z Was, które przyłączyły się da akcji :-)
YOU ARE GREAT!!

Miłej środy i do usłyszenia!!!!!!!

XOXO

21.7.14

Drucik, tutoriale i linki

Witajcie :-)

Co ma wspólnego drucik z tutorialami i linkami?
No, chociażby to, że wszystko będzie w tym jednym poście
i może się zdarzyć, że będzie dziś dużo pisaniny,
więc jeśli nie macie ochoty na przydługie marudzenie,
to rzućcie tylko okiem na fotki
z moich nieudolncyh druto-poczynań :-)


Ad 1 - drucik.
Zachciało mi się zmajstrować kilka druciaków po tym jak trafiłam tutaj.
Potem u Madelinki podziwiałam jej druciane pudełeczka.
Drucik zakupiłam, myśląc sobie, że będzie to jedno z najłatwiejszych DIY
jakie kiedykolwiek robiłam.
W końcu drucik jest elastyczny, na pewno zrobię z niego co zechcę.
Nic bardziej mylnego!!
Za każdym razem miałam ochotę wyrzucić wszystko do kosza
i dać sobie spokój.
No, ale że ze mnie raczej uparty osioł jest, drążyłam dalej....



Ad 2 - tutoriale.
Po koszyczku na sznurek i mini klateczce dla mini sukulenta przyszła pora oczywiście na napis!
Wcześniej widziałam już w sieci kilka takich, spodobały mi się, myślę sobie, poszukam jakiś fajny tutorial.
Znalazłam, a jakże, i to dwa bliźniacze!!
Tutorial na druciany napis znalazłam tutaj,
a potem trafiłam na dokładnie taki sam, z tym samym napisem na jednym z naszych rodzimych blogów
(bardzo popularnym jak mi się wydaje).
Hmmmm...(czyli procesory myślowe się uruchamiają)


.

Ad 3 - linki.
To "dziwne" podobieństwo, te dwa bliźniacze tutoriale
po raz kolejny obnażyły jakie jest to nasze polskie blogowanie.
Z chęcią korzystamy z pracy innych "zapominając" o podaniu źródła.
Bo może nikt się nie zorientuje, może nikt nie trafi na pierwowzór,
a przecież to takie kuszące - "pożyczyć" sobie pomysł i podać jako swój.
Nie ma noc złego w inspiracji, nie ma nic złego w tym, że chcemy
Niestety wciąż jesteśmy narodem, który nie traktuje własności intelektualnej poważnie.
Nielegalnie ściągamy muzykę i filmy z sieci i uważamy, że to jest ok.
I nie ma co się zrzymać, wszyscy mamy na sumieniu te grzeszki!
Ja też.


                                                       Nie ma noc złego w inspiracji,
                                      nie ma nic złego w tym, że chcemy zrobić podobną rzecz...
Moje pytanie brzmi: dlaczego po prostu nie linkujemy???
Zamiast publikować bliźniaczy tutorial lepiej byłoby po prostu podać link.
A może ja się mylę??
Dlaczego na naszych polskich blogach tak mało jest wzajemnego wspierania.
Wspierania w postaci linków właśnie!
Przecież przestrzeń wirtualna est ogromna, jest miejsce dla wszystkich.
Co nam się stanie jeśli podlinkujemy blog, na którym znalazłyśmy fajny pomysł??
Wystarczy spojrzeć na blogi amerykańskie - tam to jest praktyka powszechna, niepisany kod blogerek.
Jakoś nikt na tym nie traci, a wiele osób zyskuje!


Link with love - z tym hasłem spotkałam się po raz pierwszy właśnie na amerykańskich blogach.
Mam nadzieję, że i u nas da się je zaimplementować.
Linkujmy dziewczyny, to nie boli :-)




Jeśli i Ty chcesz się przyłączyć do tej skromnej akcji,
jeśli i Ty chcesz wspierać inne blogi poprzez linkowanie
pobierz znaczek.
Możesz go podlinkować do tego posta, ale niekoniecznie.
Link with love mówi samo za siebie, prawda?

Miłego tygodnia pełnego linków Wam życzę!!!!
XOXO

PS-w tutorialu drucik owinięty jest materiałem i trochę grubszy niż mój.
Ja zamiast materiału użyłam swojego ulubionego medium czyli farby tablicowej :-)

18.7.14

New MS Autumn/Christmas. Really??

Witajcie :-)

Wczoraj w skrzynce mailowej znalazłam 
dawkę najnowszych subskrybowanych publikacji z Issuu,
a między innymi najnowszy katalog Madam Stolz.
Katalog na sezon jesień/Boże Narodzenie :-)
Serio.
Ja wiem, rynek rządzi się swoimi prawami,
wszystko musi być robione z wyprzedzeniem,
ale i tak czuję się z tym dziwnie.
No co ja na to poradzę??

*
Wracając do katalogu - zawartość, jak zwykle, zachwyca!!
Oglądając piękne wnętrza po prostu chcę wyrzucić wszystko co mam
i zacząć cały proces od nowa.
Wziąć tylko te najprostsze rzeczy, w naturalnych kolorach,
z naturalnych materiałów.
Bez udziwnień, przerysowań, nachalności, zbędnych ozdobników.

Ciekawa jestem ile z tych piękności pojawi się, skutecznie odstraszając ceną,
 w naszych rodzimych sklepikach??
Ile z tych piękności pojawi się w bezwstydnych  kopiach??
Kiedyś, szukając w sieci krzeseł Eames w rozsądnej cenie
trafiłam na, cytuję: "krzesła inspirowane krzesłami Eames".

Ktoś miał niezłe poczucie humoru i coś, co było oczywistym plagiatem
(bo krzesła wyglądały identycznie jak pierwowzór)
określił pięknym słowem: inspiracja.
Skończyło się na tym, że wymarzonych Eames'ów na razie nie mam,
bo za podróbki i plagiaty to ja dziękuję bardzo :-)

Katalog MS do obejrzenia TUTAJ.
Miłych wrażeń :-)

XOXO


Which country are YOU?

Witajcie :-)

Lubicie psycho-testy??
Tak, tak, wiem.....
W życiu!!!!
No, ale jeśli przeglądając jakiś kolorowy magazyn,
siedząc na przykład w poczekalni u lekarza,
 przypadkiem natkniecie się na jakiś,
to przyznajcie, że szukacie zaraz w torebce ołówka,
żeby móc zaznaczyć a,b, c lub d
i zobaczyć co też z tego wyjdzie :-)
Kiedy zobaczyłam  kolekcję kubeczków
od razu przypomniał mi się ten quiz :-)

wszystkie kubeczki TUTAJ

To taka propozycja na weekend:-)
(z gatunku a na co mnie to?)
Ja jestem Litwą:-)
What???
A Ty?

Życzę Wam udanego weekendu!!
XOXO

17.7.14

What to do with nail-polish??

Witajcie :-)

Mam ogromną kolekcję lakierów do paznokci.
Od czarnego poprzez granaty, zielenie, żółcie, róże, biel .....
No, jest tego sporo :-)
Wygląda na to, że do lakierów mam słabość.
Problem polega na tym, że nie maluję paznokci:-)
Nie lubię malować, nie lubię czekać aż lakier wyschnie.
Potem nie można nic zrobić bo dziadostwo odpryskuje,
trzeba to zmywać......nie....
zdecydowanie za dużo zachodu.




Szkoda jednak nie używać tych pięknych kolorowych lakierów,
szczególnie w letnich, pastelowych odcieniach.
Pomalujmy więc coś innego,
np metalowe motylki :-)




Kolorowy lakier + motylki = magnesy :-)
Oto mega proste i szybkie DIY:

Potrzebne będą:
-motylki (do kupienia na Allegro, np tutaj)
-lakier do paznokci w wybranym kolorze
-magnesy (ja wykorzystałam stare zapasy "po-danonkowych" magnesików)
-klej




Motylki lakierujemy.
Po wyschnięciu sklejamy dwa ze sobą, odginamy skrzydełka temu "wierzchniemu".
Doklejamy magnes i gotowe :-)
Baaaaaardzo odkrywcze, prawda?
Oczywiście muszę jeszcze zrobić wersję bardziej poprawną,
czyli pomalować je farbą tablicową:-)
Koniecznie!!



Ramka, którą pokazywałam TUTAJ dostała kolejne życie :-)
To tyle na dziś z mojego craft-room'u.
Trzymajcie się ciepltko i pamietajcie:

                                                                            Keep
                                                                            It
                                                                            Simple &
                                                                            Smile

XOXO

16.7.14

Rags

Witajcie :-)

Myślałam, myślałam i wymóżdżyłam :-)
Recycling, upcycling, jak zwał tak zwał,
moje kuchenne okno ubrane zostało w szmatki ....




....no raczej skrawki....




Z kawałków różnych materiałów pozostałych po innych szyciowych "projektach"
wygospodarowałam paski materiału, które po prostu zawiązałam na drążku od zazdrostki.
Wyszło trochę shabby.
Co ja mówię - bardzo shabby!
Na początku wydawało mi się, że aż za bardzo.
Zrobiło się kolorowo, a do tego musiałam się przyzwyczaić:-)
Cóż, kolor - nowość dla mnie.




Koniecznie tez chciałam wykorzystać zielone pomponiki, które kupiłam jakiś czas temu.
Padło na firankę, też w kuchni.




Niestety, zdjęcia jakie są, takie są.
Prawda jest taka, że jeżeli mojego syna nie ma w domu,
to wszelkie fotki wymagające choć trochę zaawansowania w obsłudze aparatu,
średnio mi wychodzą.
No bo weź tu człowieku zrób dobre fotki "pod okno" i przy totalnie pochmurnym niebie!!!
Ustawianie tych wszystkich balansów bieli, czasu naświetlania i innych takich ....
"Post-produkcja" robiła co mogła, ale ....
Lata świetlne jeszcze przede mną!!

*

No i jak?
Podoba Wam się moja szmatkowa zazdrostka??
Powiesiłybyście coś takiego w oknie??
Podejrzewam, że raczej nie :-)

Pozdrawiam was cieplutko!!!!
XOXO

15.7.14

Stammtisch czyli o co chodzi z tym grzybem??

Witajcie :-)

Pozostaję dziś w temacie rastauracyjnym,
choć już nie od strony kulinarnej
a wnętrzarskiej bardziej.
Zapraszam do środeczka typowej bawarskiej retauracji.




Zacznijmy od grzybka z napisem "Stammtisch", który znajduje się przynajmniej na jednym ze stołów.
Jest to stół przeznaczony dla tzw lokalsów.
Ja, po roku mieszkania w Oberammergau, lokalsem raczej jeszcze nie jestem.
Nie aspiruję do stolika z grzybem :-)




Większość restauracji ma podobny wystrój, 
motywy myśliwskie są wszechobecne.
Abażur tej lampy jest chyba zrobiony z cienkiej, wyprawionej skóry??
Albo wolę nie wnikać z czego ....




Przepiękny kaflowy piec!!
Najlepsza miejscówka na zimę!
Oczywiście przy stole z grzybkiem :-)




Wyposażenie mega proste.
Dużo drewna i obowiązkowo rustykalne zasłonki w oknach.




Bawaria jest katolickim landem, krzyże są tu wszędzie.
Nawet w restauracji, co w Polsce chyba jest niespotykane?




Kwiatki też raczej w wersji minimum.
Jest skromnie, ale gemütlich :-)




Widok na wieżę kościelną i wschodzący Księżyc....
Takie kopuły wież tez są charakterystyczne dla Bawarii.




Z pełnymi brzuchami wracamy do domu ....




Pozdrawiam Was gorąco!!!
Dziękuję, że zaglądacie, czytacie, komentujecie...
Gdyby nie Wy to nie byłoby tego bloga!!
Buziaki!
XOXO

14.7.14

Haxe, Schnitzel, Spätzle & Weissbier

Witajcie :-)

Uprzedzam - ten post nie jest wskazany do oglądania na czczo :-)
Dziś słów kilka o tradycyjnej kuchni bawarskiej.
Jeśli kiedyś zdarzy Wam się odwiedzić Bawarię (a warto!)
i spróbować tutejszej kuchni,
a nie jesteście szczególnie mięsożerni,
to możecie mieć problemy z wyborem dania w typowo bawarskiej restauracji.
Tak, to jest raj dla golonko- i sznyclo-żerców,
czyli nie dla mnie :-)



Schweinshaxe, czyli golonka - pieczona, często podawana w sosie, czasami w panierce, obowiązkowo z knedlem bułczanym, czyli Semmelknodel i kiszoną kapustą, zasmażaną, z dużą ilością kminku.



Szpecle, czyli coś w rodzaju kluseczek kładzionych, podawane z serem i podsmażaną cebulką.
To oczywiście opcja dla mnie :-)


Sznycel, czyli poczciwy schabowy, podawany w mega porcji.
Wariacji sznyclowych jest wiele, w.jednej z tutejszych restauracji raz w tygodniu jest Schnitzel Tag
i wtedy można wybierać wśród 20 różnych opcji :-)


Kuchnia bawarska zdecydowanie nie należy do lekkich i dietetycznych.
Taka porcja zieleniny na talerzu tym bardziej mile widziana :-)


Weissbier, czyli piwo pszeniczne, tutaj wszechobecne!!
Pyszne, bez cienia goryczki, zupełnie inne od naszych rodzimych piw.



Ile kalorii ma taki przeciętny posiłek bawarski??
Chyba wolę nie wiedzieć :-)
Pozdrowionka!!!
Cdn jutro :-)

XOXO

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...